Strona główna » Opinie o AnLen® » Roman z Prudnika, piec zasypowy Camino z 1979 r.

Roman z Prudnika, piec zasypowy Camino z 1979 r.

Uwaga! Opinia pochodzi z okresu, kiedy na rynku był dostępny tylko produkt AnLen® Węgiel. Obecnie dostępne są już nowe, dużo lepsze i szybsze w działaniu aplikacje AnLen® SPEED WĘGIEL oraz AnLen® Czysty Piec. Powyższy film również podpięto z opinii o AnLen® Czysty Piec.

Nowa opinia wraz z filmem  jest dostępna pod linkiem: http://anlen.pl/aktualnosci/anlen-czysty-piec-opinia-romana-z-prudnika/

Witam wszystkich,

chciałbym się podzielić swoją opinią z używania proszku AnLen®.

Środek kupiłem po niezmiernie miłym spotkaniu z wynalazcą, Panem Jerzym Sznerskim. Miałem przyjemność posłuchać osobiście jak działa aktywator, jego historię powstania oraz obejrzeć z archiwum Pana Jerzego filmiki z zastosowania w przemyśle (np. odlewnia żeliwa w Niemczech) bliźniaczego aktywatora do koksu.

Pierwsze moje „posolenie” AnLen® węgla nastąpiło dość niefortunnie. W wieczór jeszcze nie najzimniejszy, przygotowałem wiaderko węgla i rozpaliłem. Nie wiedziałem dokładnie jak używać środek, więc po rozpaleniu miałem otwartą klapkę w drzwiczkach popielnikowych i tak przyglądałem się ok. 30 min. jak się rozpala. Widziałem jak temperatura na piecu rosła, ale nie zdawałem sobie sobie sprawy, że teraz 70 stopni na piecu to baardzo gorąco w domu. Nigdy tak nie było. Wyszedłem na chwilę z piwnicy i byłem lekko przerażony, ponieważ w domu była już sauna, niesamowity upar spowodował przebudzenie się rodziny i stanowcze pytania: „Co ty wyprawiasz!…”

Później już było tylko lepiej. Szybko się zorientowałem, że odpowiednio wysoka temperatura na kotle (do 70 stopni) to za wysoka temperatura w domu. Zdecydowałem się na założenie na wszystkich kaloryferach termostatów, tak aby temperaturę w domu regulować właśnie na kaloryferach, a nie temperaturą pracy kotła. Inwestycja ta (wymiana 12 głowic) wyniosła 1100 zł, ale myślę, że było warto i szybko mi się ona zwróci.

Po założeniu termostatów i ustawienie ich na tzw. 3 (tj. ok 22, 23 stopnie) rozpalenie spowodowało niebezpieczne podbicie temperatury 3 krotnie do ponad 90 stopni. Stwierdziłem, że teraz za mocno grzeje kocioł. Zmniejszyłem utrzymywanie temperatury na kotle również poprzez zmniejszenie ilości zasypywanego opału.

I tak po m-cu używania na dzień dobry zapalam czterema łopatkami „posolonego” węgla (ok. 5 kg), czekam, aż na piecu ustali się temperatura 65 stopni i zamykam dopływ powietrza zostawiając szparę wielkości zapałki (ok.1 mm). Po ok. 3 godzinach idę dosypać dwie łopatki węgla z aktywatorem, otwieram na 10 minut klapkę popielnika, aby dosypany węgiel się rozgrzał i po zamknięciu klapki popielnika ponownie zostawiam je uchylone „na zapałkę”. Tym razem taki zasyp węgla pozwala na przetrzymanie już znacznie dłuższego czasu, dzieje się tak dlatego, ponieważ układ c.o. jest już przegrzany i nie ma takiej potrzeby oddawania ciepła, co przy środku AnLen® jest możliwe – pali się, ale się tak szybko nie spala, jeżeli nie trzeba przekazywać tego ciepła w układ. Zdaję sobie sprawę, że piszę mało naukowo, ale proszę o wybaczenie, ponieważ opisuję tylko moje laickie doświadczenia. Dosypanie na żar np. 4 łopatek pozwala na niezaglądanie do pieca jeszcze dłużej.

Podsumowując, szacuję, że zszedłem w tym miesiącu nawet o 40 % tego co bym spalił bez środka. Komfort cieplny domu jest więcej niż zadowalający, jest po prostu ciepło i przyjemnie. Piec się oczyścił, na ściankach miałem kilkumilimetrową (a może i centymetrową) warstwę sadzy, w tej chwili zobaczyłem, ze odpada ostatnia warstwa i zobaczyłem żeliwo wymiennika ciepła. Na kominie obserwuję lekko biały dymek, zamiast gęstego smolistego dymu. Do kompletnego opisania spalania z AnLen® brakuje mi ostrej zimy, ale z dotychczasowego doświadczenia i pierwszej przygody z AnLen® w przyszłość (ostro minusową) spoglądam ze spokojem.

 

Dodaj komentarz