Strona główna » Opinie o AnLen® » Andrzej z Prudnika, piecokuchnia firmy DROM z Olsztyna, AnLen węgiel

Andrzej z Prudnika, piecokuchnia firmy DROM z Olsztyna, AnLen węgiel

Uwaga! Opinia pochodzi z okresu, kiedy na rynku był dostępny tylko produkt AnLen® Węgiel. Obecnie dostępne są już nowe, dużo lepsze i szybsze w działaniu aplikacje AnLen® SPEED WĘGIEL oraz AnLen® Czysty Piec.

Wstrzymywałem się trochę z umieszczeniem opinii używając środka przez tydzień. Muszę powiedzieć, że mam wrażenie jakbym do palenia używał jakiegoś super paliwa, a nie zwykłego węgla kupionego na składzie w Niemysłowicach.
Do ogrzewania naszego mieszkania (90m2) używam dość niekonwencjonalnego urządzenia grzewczego – piecokuchni firmy DROM z Olsztyna o mocy 12 kW, która jest wykorzystywana do zasilania ciepłą wodą kaloryferów w pokojach. Urządzenie jest proste, nie posiada żadnego sterowania elektronicznego i kompletnie nieszczelne ponieważ górna powierzchnia to płyta grzewcza, na której można gotować. Piecokuchnia przez fajerki w płycie grzewczej ciągnie “lewe” powietrze.
Rozpoczynając palenie z AnLen miałem duszę na ramieniu. Obawiałem się, że moja kuchenka rozbuja się z powodu lewego powietrza, że stracę nad urządzeniem kontrolę.
Przygotowałem węgiel zgodnie z instrukcją obsługi i rozpocząłem palenie. Wszystko robiłem zgodnie z instrukcją i ku mojemu zdziwieniu kuchnia też pracowała zgodnie z instrukcją, jakbyśmy ją razem czytali. Przez pierwsze 15 minut palenia drzwiczki były całkowicie uchylone. W tym czasie podpałka i paliwo zajęły się pięknym płomieniem, a kuchnia zaczęła “pohukiwać” po 15 minutach przymknąłem drzwiczki pozostawiając 2 centymetrową szczeliną. Zgodnie z instrukcją temperatura zaczęła szybko wspinać się do góry. Patrzyłem na to z obawą zastanawiając się jak uda mi się zastopować urządzenie. W tyle głowy ciągle pamiętałem o moim “lewym” powietrzu. Kiedy temperatura na kuchni doszła do 65⁰C przymknąłem drzwiczki pod paleniskiem pozostawiając niewielką 2-3 milimetrową szczelinę. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu kuchnia zachowała się jak samochód po wciśnięciu hamulca. Prawie od razu temperatura przestała wzrastać i ostatecznie ustabilizowała się na około 67⁰C.

Teraz nastąpiło kolejne zaskoczenie. Przy spalaniu bez AnLen temperaturę na mojej kuchni ciężko było utrzymać w jednym miejscu. Praktycznie co 15 minut chodziłem i wachlowałem drzwiczkami, a kuchnia bujała się w zakresie +(-)10⁰C. Tymczasem mimo “lewego” powietrza temperatura stała w miejscu jak na sznurku. Urządzenie przez prawie 2 godziny nie traciło parametrów pracy. Byłem bardzo zdziwiony.
Zauważyłem również podobną prawidłowość, o której pisał Jędrzej z Kórnicy. Kiedy temperatura spada, otwieram drzwiczki, rusztuję stos rozgrzanego paliwa i po zamknięciu drzwiczek zasypowych PRZYMYKAM drzwiczki pod paleniskiem. W ciągu kilku minut temperatura lekko się podnosi o jakieś 2⁰C i urządzenie znowu staje na sznurku, a temperatura w nowym położeniu (trochę niższym od wcześniejszego) utrzymuje się dość długo. Zauważyłem, że czas pracy dla nowej temperatury skraca się wraz z obniżaniem warstwy rozgrzanego paliwa. Ostatecznie trzeba dołożyć węgla, lecz spokojnie można odsunąć w czasie tą czynność najmniej o godzinę, co daje oszczędności.
Efekt cieplny też jest zdumiewający. Moja żona, która w okresie grzewczym nie wychodzi z grubego polaru jest widywana w bezrękawniku, a temperatura pomieszczeń nie przekracza 20⁰C. Kaloryfery są rozgrzane jednakowo od góry do dołu.
Ciekawą sprawą jest też jakość spalania. Zawsze usiłowałem utrzymywać urządzenie w wysokiej temperaturze, staram się nie schodzić poniżej 60⁰C. Jednak bez AnLen ilość wydzielonej sadzy i smoły była tak duża, że przed każdym rozpaleniem musiałem czyścić kuchnię. Na drzwiczkach i płytach grzewczych miałem grube pokłady sadzy. Specjalnie zostawiłem te naloty, żeby sprawdzić, czy AnLen jest w stanie przepalić to wszystko. Ku mojemu zaskoczeniu sadza na wymienniku zmniejszyła swą grubość po pierwszym paleniu. Kolejne palenia powodują dalsze usuwanie sadzy i smoły. Drzwiczki  jeszcze trochę, a będę miał czyste zupełnie. Poprzednio żeby przepalić sadzę ostro paliłem drewnem i pozwalałem płomieniom omiatać wnętrze kuchni, tymczasem węgiel z AnLen tylko delikatnie się żarzy, temperatura długo utrzymuje się stabilnie na wysokim poziomie, a sadzy i smoły ubywa. W mojej kuchni łatwo mogę zajrzeć do wnętrza komory spalania bez otwierania urządzenia ponieważ w pokrywce fajerki jest otwór i dokładnie widać stan węgla.
Podsumowując jestem bardzo, bardzo zadowolony. Poprawiła mi się jakość obsługi urządzenia (nie muszę usuwać sadzy, rzadziej doglądam kuchni), nauczyłem się oszczędzać paliwo (pierwsze dołożenie po 5 godzinach, przy zasypie do rozpałki w ilości około 5-6kg węgla), sadza i smoły same się wypalają, a w domu jest cieplutko jak w uchu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *